Treblinka II. Bunt , czyli ucieczka z niemieckiego piekła.

Treblinka II – niemiecki obóz zagłady funkcjonujący od lipca 1942 roku do listopada 1943 roku na terenie gminy Kosów w powiecie sokołowskim, przy linii kolejowej Siedlce – Sokołów Podlaski – Małkinia, nieopodal wsi i stacji Treblinka, od których pochodzi jego nazwa. Był miejscem zagłady Żydów, których masowo uśmiercano w kilkunastu komorach gazowych. Piekło na ziemi. Zamordowano tam ponad 800 tysięcy ludzi. Dla dużej części ofiar pobyt w obozie trwał zaledwie kilkadziesiąt minut.

Treblinki II pilnowało około czterdziestu SS-manów. Pomagało im 120 ukraińskich kompletnie zdemoralizowanych wachmanów, którzy właściwie nigdy nie trzeźwieli. To byli wyselekcjonowani mordercy i sadyści. Każdego dnia mordowano kilka tysięcy ludzi. Tu zlikwidowano żydowską elitę z Warszawy i centralnej Polski, bo stołeczni Żydzi trafiali do Treblinki II w pierwszej kolejności (około 300 tysięcy osób). Z drugiej strony była grabież na niespotykaną skalę. Mordowanie i okradanie.

Transport Żydów z warszawskiego getta do obozu zagłady w Treblince (1942 rok). Umschlagplatz. Widoczni na zdjęciu są niemieccy żołnierze i żydowscy policjanci poganiający tłum pałkami. Komendantem placu przeładunkowego był oficer żydowskiej policji, były bokser Mieczysław Szmerling, który lubił bić pejczem.

2 sierpnia 1943 roku Żydzi-więżniowie, którzy nie chcieli umierać na kolanach, wzniecili bunt. Doszło do masowej ucieczki. Bunt -powstanie zostało skoordynowane z akcją wsparcia przez oddział Kedywu Armii Krajowej, którego żołnierze związali ogniem niemieckich i ukraińskich strażników. Treblinkę II stale penetrowała tamtejsza siatka Armii Krajowej. Natomiast patrole AK z Obwodu AK Sokołów Podlaski ustawicznie krążyły w terenie przyobozowym, polując na ukraińskich strażników, którzy często opuszczali obóz, by przepić zrabowane Żydom kosztowności. Obecność tych patroli przyczyniła się do uratowania części Żydów.

2 sierpnia 1943 r. Dym nad obozem zagłady Treblinka II po wybuchu buntu więźniów. Zdjęcie zrobił Franciszek Ząbecki – dyżurny ruchu stacji kolejowej Treblinka, 6 km od obozu. Fot. Franciszek Ząbecki

Metodologia zabijania.

Austriak SS-Gruppenfuhrer Odilo Globocnik brał udział w opracowaniu technicznych rozwiązań dotyczących zagłady i nadzorował trzy obozy zagłady: Sobibór, Bełżec i Treblinkę. W czasie wojny sporządził skrupulatną analizę finansową mordu w podległych mu obozach. Wyszczególnił, co do feniga, zegarka, złotego łańcuszka, ile III Rzesza zyskała na Zagładzie. Oczywiście raport, który wysłał do Heinricha Himmlera był „niepełny”, bo przecież oficerowie SS sami kradli na potęgę.

Niemcy szeroko korzystali z doświadczeń zdobytych w Sobiborze i Bełżcu.
W Bełżcu i Sobiborze Niemcy uczyli się, jak uruchomić to piekło. W Treblince II wszystkie doświadczenia wykorzystano. Fenomen Treblinki polegał na tym, że była to najdoskonalej funkcjonująca machina. Metodologia zabijania została doprowadzona do perfekcji. Niech świadczy o tym choćby to, że metodą prób i błędów Niemcy dobrali silnik do urządzenia, które wtłaczało gaz do komór gazowych w Treblince. Był to silnik z radzieckiego czołgu.

Logistyka była przygotowana perfekcyjnie. Transporty do Treblinki przyjeżdżały m.in. z Białegostoku, Warszawy czy Częstochowy. Dojeżdżały do miasteczka Treblinka. Tam transporty przejmowali lojalni wobec III Rzeszy niemieccy maszyniści. Następnie wagony przez dwa kilometry przepychane były na rampę w obozie. To była strefa, w której nie wolno było przebywać Polakom. Na rampie mieściło się kilkanaście wagonów. Czyli transport musiał być dzielony na partie, tak aby rozładunek odbywał się bez zakłóceń. Samo wywlekanie potwornie zmęczonych podróżą ludzi, odbywało się szybko.

Franciszek Ząbecki – żołnierz AK i dyżurny ruchu stacji kolejowej Treblinka, jako świadek Głównej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, okazał po wojnie oryginalną dokumentację na temat liczby transportów żydowskich do Treblinki, która stała się ważnym świadectwem pomagającym oszacować liczbę ofiar obozu zagłady na około 800 tysięcy zamordowanych Żydów. Ten niezwykle ważny świadek napisał wspomnienia. (F. Ząbecki, Wspomnienia dawne i nowe, Warszawa 1977 r.).

Niemcy najwięcej ludzi zamordowali w obozach w Auschwitz i Treblince.

Niemcy ciągle krzyczeli i strzelali. Nierzadko od razu zabijali wiele osób. Chciano jak najszybciej ich zastraszyć, by reszta była całkowicie posłuszna. Machinę obsługiwało ok. tysiąca Żydów-więźniów. Niewolnicy byli zmieniani rotacyjnie. Każdy nowy miał szansę żyć najwyżej przez kilka tygodni. Z każdego transportu zawsze wyciągano różnego rodzaju specjalistów, którym kazano segregować rzeczy innych więźniów z tego samego transportu. I tak codziennie setki ojców segregowało rzeczy swoich żon i dzieci, gdy ich najbliżsi właśnie szli do gazu, a oni dopiero po 12-14 godzinach uświadamiali sobie, co się stało. W ciągu tych kilku pierwszych nocy część z tych mężczyzn popełniała samobójstwo. Jeśli nie, zamieniali się w roboty z wyłączoną psychiką. Dopiero potem, gdy pierwszy szok minął zamieniali się w pałające zemstą maszyny.

SS-Hauptsturmfuhrer Franz Stangl – komendant Treblinki II.

Franz Paul Stangl (ur. 26 marca 1908 w Altmünster, zm. 28 czerwca 1971 w Düsseldorfie) – Austriak, jeden z głównych wykonawców Holocaustu, komendant niemieckich obozów zagłady Treblinka II i Sobibór. W marcu 1942 został komendantem Sobiboru, gdzie pełnił służbę do września 1942. Następnie przeniesiony, do sierpnia 1943 pełnił funkcję komendanta Treblinki II. Zawsze ubrany w biały jeździecki mundur cieszył się opinią „najlepszego komendanta obozów hitlerowskich w Polsce”, co wielokrotnie podkreślał jego przełożony Odilo Globocnik. Stangl był odpowiedzialny za śmierć ok. 900 tysięcy Żydów polskich, z których ponad 700 tysięcy zamordowano za czasów jego komendantury w Treblince.

Stangl był komendantem Treblinki II od września 1942 do sierpnia 1943 roku. Gdy przybył do Treblinki nie był przerażony tym, że mordowani są ludzie, ale w jakim bałaganie to się odbywa. Był wręcz zażenowany tym, co zastał. Nieuprzątnięte zwłoki ofiar leżały przy torach, dookoła płonęły jakieś ogniska. To źle wpływało na transportowanych tu Żydów, bo ci już w wagonie mogli myśleć o oporze. Poza tym dolary, brylanty, złoto i wszelakie kosztowności leżały w błocie. Tak przecież być nie mogło. To powinno być zapakowane i zabezpieczone, i miało służyć III Rzeszy. Stangl opanował sytuację. W swoich działaniach był zimny i spokojny. Idealnie nadawał się na komendanta Treblinki II.

Po wojnie Stangl z rodziną wyjechał do Brazylii. Tam przez kilka lat żył pod własnym nazwiskiem, nieniepokojony. Polowanie na Stangla, kierowane przez Szymona Wiesenthala, zaowocowało jego schwytaniem dopiero w 1967 roku. Uznany za winnego śmierci 900 tysięcy ludzi, dopiero w 1970 roku został skazany w Niemczech Zachodnich na najwyższy wymiar kary: dożywocie. W trakcie procesu stwierdził, że: „ma czyste sumienie, gdyż wykonywał tylko swoje obowiązki”. Stangl zmarł w więzieniu na zawał serca w 1971.
Dziennikarka i pisarka Gitta Sereny podjęła się próby zgłębienia osobowości oprawcy. Przeprowadziła liczne rozmowy ze Stanglem, w czasie, gdy oczekiwał na proces. Ich efektem była wydana w 1974 książka Into That Darkness (edycja polska: Gitta Sereny, „W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki”, wyd. Cyklady, Warszawa 2002).

SS-Hauptsturmfuhrer Franz Stangl – komendant obozu zagłady w Treblince. Jest odpowiedzialny za śmierć ponad 800 tysięcy polskich Żydów( fot. ze zbiorów Yad Vashem).

Bunt. 2 sierpnia 1943 roku. Godzina 15:45.

Trzon spiskowców stanowili Żydzi polscy i czescy. Część z nich służyła wcześniej w wojsku, więc umieli posługiwać się bronią, wiedzieli, co to znaczy dyscyplina, taktyka. Konspiratorzy działali w pięcioosobowych grupach. Wybrany lider wiedział tylko o liderach innych „piątek”. W razie wsypy i tortur nie mógłby zdradzić pozostałych członków grup. Główny trzon spiskowców – około 40 osób – stworzył Komitet Organizacyjny. W obozie przebywało wówczas 840 więżniów, z czego ponad 100 osób nie wzięło udziału w buncie.

To był poniedziałek. W ten dzień większość SS-manów miała wolne. Na początku sierpnia panowały ogromne upały. Szesnastu Ukraińców pojechało samochodami kąpać się w Bugu. Część esesmanów była zmęczona imprezą poprzedniego dnia, na której polało się sporo alkoholu.
Kolejną ważną okolicznością było to, że ok. godz. 16 miał za drutami obozu śmierci przejeżdżać transport więźniów do obozu . Pojawił się pomysł, by zatrzymać pociąg, otworzyć wagony i namówić tamtych więźniów do udziału w buncie. Nie udało się tego zrealizować.

O godz. 15:45 po oblaniu kilku baraków naftą więżniowie podpalili je i ruszyli na bramę. Wśród rozszerzających się z każdą sekundą płomieni doszło do zaciekłej walki. Wszystko było dobrze skoordynowane. Chodziło o zaskoczenie przeciwnika i sparaliżowanie jego działań. W kilku miejscach obozu wybuchł pożar, który błyskawicznie zajął wszystkie baraki. Łunę ognia widać było z odległości 15 kilometrów. Część spiskowców liczyła, że do buntu przystaną także Ukraińcy. Nadzieje okazały się jednak płonne. Bunt -powstanie zostało skoordynowane z akcją wsparcia przez oddział Kedywu Armii Krajowej, którego żołnierze związali ogniem niemieckich i ukraińskich strażników. Nie powiodło się natomiast zniszczenie komór gazowych. Cała akcja trwała od 20 do 30 minut.

Więżniowie uciekali we wszystkich możliwych kierunkach. Przedzierali się przez bagna, moczary. Bardzo dużo osób uciekło w kierunku Warszawy i innych większych miast. Wiele osób przez miesiące ukrywało się w wykopanych jamach w lasach. Większość jednak znalazło schronienie u Polaków i dzięki temu przeżyła. Uciekinierzy, przygotowując się do akcji, gromadzili kosztowności – dolary, brylanty. To później bardzo się przydało.

Niemiecki pościg.

Niemcy natychmiast zorganizowali pościg, ponieważ buntownikom nie udało się przerwać linii telefonicznych Treblinki z Małkinią czy Kosowem Lackim. Poderwano do walki wszystkie pobliskie siły zbrojne, jak Wehrmacht, żandarmerię, Gestapo, a nawet niemiecką straż kolejową z Małkini. Ich celem było przede wszystkim przerwać Żydom drogę ucieczki za Bug, gdyż całą posiadaną siłę rzucili dla obsadzenia prawego, przeciwległego do obozu brzegu rzeki Bug. Z kilku baz w pobliżu obozu w akcję pościgową wyruszało kilkuset niemieckich żołnierzy. Obława była totalna. Niemcy utworzyli kilka pierścieni i przecisnąć się przez to sito było niezwykle trudno. Na szczęście bagienny teren sprawił, że wielu więźniów ukryło się w trudno dostępnych miejscach.

Bilans buntu.

W buncie wzięło udział ponad 700 więżniów. Około 300 z nich zginęło w wyniku strzelaniny lub na drutach okalających obóz. Ponad 400 więżniom udało się wydostać z tego piekła, a prawie 100 z nich przeżyło wojnę. Znamy nazwiska 85 z nich. Byli także więźniowie, którzy nie zdecydowali się na ucieczkę i pozostali w obozie. Zostało sto osób. Zapewne nie wierzyli w sukces akcji i mieli nadzieję, iż pozostając w obozie, pokażą Niemcom, że są wobec nich lojalni i dzięki temu przeżyją. To był błąd, wszyscy zostali zamordowani. Część na miejscu, a część wysłana do innych obozów, gdzie zginęła.

Kilku esesmanów było rannych, ale prawdopodobnie nie udało się zabić żadnego. Pamiętniki i powojenne relacje mówią o 200 wyeliminowanych oprawcach. Prawdopodobnie nie zginął żaden Niemiec, bo po buncie nie zostało wszczęte specjalne dochodzenie w sprawie śmierci SS-mana, a to w takich wypadkach było regułą. Inna sprawa, że wybuch buntu był ukrywany przed najwyższymi władzami w Berlinie. Ani Stanglowi, ani Globocnikowi nie zależało, by ich kompromitacja wyszła na jaw. Zresztą wkrótce po buncie, Stangl awansował i wyjechał do Triestu. Nowym komendantem obozu został Kurt Franz.

SS-Untersturmführer Kurt Hubert Franz – zastępca komendanta obozu zagłady Treblinka II.

SS-Untersturmführer Kurt Hubert Franz (ur. 17 stycznia 1914 w Düsseldorfie, zm. 4 lipca 1998 w Wuppertalu) – z zawodu niemiecki kucharz. We wrześniu 1942 roku objął funkcję zastępcy komendanta obozu zagłady w Treblince. Ze względu na swe skrajne okrucieństwo był najbardziej znienawidzonym i budzącym największy strach członkiem obozowej załogi. W sierpniu 1943 roku, po buncie i masowej ucieczce więźniów Treblinki, zastąpił Franza Stangla na stanowisku komendanta i kierował likwidacją obozu.
W ostatnim okresie wojny służył na wybrzeżu Adriatyku. Po zwolnieniu z amerykańskiego obozu jenieckiego zamieszkał w Niemczech Zachodnich. Był głównym oskarżonym w procesie załogi Treblinki, który toczył się w Düsseldorfie w latach 1964–1965. Został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

SS-Untersturmführer Kurt Hubert Franz zastępca komendanta obozu zagłady w Treblince II. Ze względu na swe skrajne okrucieństwo był najbardziej znienawidzonym i budzącym największy strach członkiem obozowej załogi.

Likwidacja obozu zagłady Treblinka II.

Bunt i pożar przyspieszyły likwidację obozu Treblinka II. W listopadzie 1943 roku Treblinka praktycznie przestała istnieć. Niemcy zniszczyli komory gazowe, rozebrano ogrodzenia i baraki, które nie spłonęły. Cmentarzysko kryjące prochy co najmniej 800 tysięcy Żydów, zwożonych tu z całej Europy, zaczęto zaorywać i obsadzać młodymi drzewkami. Na tym terenie zostawiono rodzinę ukraińskiego wachmana, która miała pilnować terenu i nie dopuścić do archeologii na własną rękę okolicznych mieszkańców.

Uratowani bohaterowie.

Samuel Willenberg ps. „Igo”. Miał zginąć w piekle na ziemi, ale uciekł i przeżył. Został adwokatem tych, którzy mieli mniej szczęścia. Powstaniec, nawet podwójny, z Treblinki II i z Warszawy 1944 roku. Człowiek, któremu prezydenci Polski i Izraela ściskali prawicę i przypinali ordery. W marynarce z szeregiem odznaczeń i wojskowym, ciemnym berecie, z orzełkiem w koronie. Bohater filmów i reportaży. Ostatni świadek z Treblinki II, Samuel Willenberg, zmarł w 2016 roku.

Samuel Willenberg ps. „Igo”. Ostatni świadek z Treblinki. Miał zginąć w piekle na ziemi, ale przeżył. 2 sierpnia 1943 roku uciekł z obozu. Odwiedził Treblinkę w 2015 roku.


„2 sierpnia 1943 roku Samuel Willenberg ps. „Igo” biegnie przez las. Piekło płonie, piekło płonie, krzyczy jak oszalały (wtedy jeszcze tylko cieszył się z zemsty. O życiu zacznie myśleć później). Biegnie ich, powstańców z Treblinki, kilkudziesięciu, za nim strzały, wybuchy. Nad lasem czarny dym (Coś im się fajczy, powie potem chłop, którego Igo spotka na drodze, pokazując głową na horyzont. Nie wpadnie mu do głowy, że to Żydzi walczą). Nagle widzą wieś. Jedni odbijają w prawo, inni w lewo. Boją się otwartej przestrzeni, obcych ludzi. Igo jako jedyny idzie na wprost. Maszeruje środkiem ulicówki. Bezczelnie, jak bezczelnie wchodził kiedyś do pociągu. Z ogoloną głową (przykrytą wciśniętą na uszy czapką), chudy, utykający (wysokie buty pełne są krwi z rany na łydce). Pomoże mu Polak , chłop ze wsi, szmugler. W tej wsi byli szmuglerzy, którzy przewozili przez Bug. Szmalcowników nie było, wspomina Igo. Po latach, w trakcie kręcenia filmu o Treblince, spotka go znowu. Popłaczą się obaj. Nie wyglądałeś na takiego, który miałby przeżyć wojnę, powie chłop). Igo ruszy dalej, będzie krążył po nieznanych wsiach, przesiadał do pociągów. I dotrze tam, gdzie chce. Tych, którzy skręcili przed wsią, nigdy już nie zobaczy”.

W 2016 r. nakładem wydawnictwa ŻIH ukazały się wspomnienia Samuela Willenberga „Bunt w Treblince” (wydane po raz pierwszy po hebrajsku w 1986 r.), spisany w 2015 r. opis działalności powojennej oraz rozmowę „Zamiast zakończenia”, którą przeprowadził z Samuelem Willenbergiem prof. Paweł Śpiewak w Tel Awiwie w maju 2004 r.

Żaden współczesny opis życia w obozie i heroicznego powstania nie zastąpi relacji jego uczestników, do których lektury gorąco zachęcam, szczególnie: ocalałego z Treblinki Jechiela Rajchmana, przed wojną łódzkiego przedsiębiorcy; „Stacja Treblinka” Richarda Glazara (Goldschmida) pochodzącego z praskich elit maturzysty rocznik 1939; „Bunt w Treblince” Samuela Willenberga z Częstochowy ze zasymilowanej rodziny żydowskiego artysty i Rosjanki.

Istnieje też wydrukowana jeszcze w czasie wojny w drukarni „Żegoty” relacja Jankiela Wiernika z Warszawy. Jankiel Wiernik, jeden z uciekinierów, był zatrudniony w obozie jako cieśla przy budowie komór gazowych. Po dotarciu do Warszawy, gdzie zaopiekowało się nim polskie Podziemie, spisał swoje wspomnienia z okresu spędzonego w Treblince II. Już na początku 1944 roku ukazały się one drukiem w nakładzie 2000 egzemplarzy. Mikrofilm pełnego tekstu broszury Delegatura Rządu przesłała pocztą kurierską do Londynu, gdzie – oprócz grozy – wywołał niedowierzanie.

Wsparcie Armii Krajowej.

Część broni dostarczyła żydowskim więżniom Armia Krajowa. Zachowała się relacja o przekazywaniu broni przez Adama Przyborowskiego „Przerwę”, dowódcę sekcji sabotażowo-dywersyjnej AK z Kosowa Lackiego. Do obozu wnosił broń współpracujący z nim żydowski kowal Jabłonowski wyjątkowo zatrudniony przez Niemców w charakterze pracownika. W związku z tym, w poszukiwaniu materiałów, mógł wyjeżdżać do pobliskich miejscowości.

Najnowszą publikacją historyczną dotyczącą powstania w Treblince II jest obszerny artykuł dr. Alicji Gontarek, Akcja zbrojna Armii Krajowej w czasie buntu w obozie Treblinka II w sierpniu 1943 roku – rekonesans badawczy, „Studia nad Totalitaryzmami i Wiekiem XX” („Totalitarian and 20th Century Studies”) 2019, t.3 (vol.3). Jak ustaliła dr. Alicja Gontarek z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej (UMCS) w Lublinie, powstanie zostało skoordynowane z akcją wsparcia przez oddział Kedywu Armii Krajowej, którego żołnierze związali ogniem niemieckich i ukraińskich strażników. 15 września 1943 roku gen. „Bór” Komorowski sygnował sprawozdanie z walki konspiracyjnej za sierpień 1943 r. Wśród najważniejszych akcji zbrojnych w Polsce tego miesiąca dokument wysłany do Rządu w Londynie wymienia „dokonanie napadu na wartę w obozie żydowskim”.

Udział żołnierzy AK w buncie sprowadzał się do roli pomocniczej, ponieważ nie ma tam słowa o zniszczeniu obozu, a jedynie o ataku na wieże strażnicze. Skądinąd jest to także dowód na polsko-żydowską współpracę konspiracyjną, ponieważ o przypadkowej obecności akowców w pobliżu obozu nie może być mowy. Ostrzelanie wartowni musiało bowiem zostać wcześniej z buntownikami skonsultowane.
Zachowały się dwa dokumenty archiwalne, które poświadczają udzielenie pomocy żydowskim więżniom – jeden wyszedł spod pióra Grota-Roweckiego, a drugi Bora-Komorowskiego.Pierwszy informuje o planie ataku, drugi o jego wykonaniu. Przeprowadzenie akcji stało się udziałem dowodzonego przez Augusta Fieldorfa„Nila” Kedywu KG AK, a nie sił lokalnych. Niewykluczone, że niektórzy miejscowi akowcy brali w niej udział
„.

„Obóz zagłady był obiektem systematycznej obserwacji wywiadu Armii Krajowej, przede wszystkim przez kompanię AK z Rejonu Kolejowego „Podlasie”. Największe zasługi położył tu zawiadowca stacji kolejowej Treblinka Franciszek Ząbecki. Dzięki niemu jest możliwy szacunek liczby ofiar wymordowanych w obozie zagłady Treblinka II. Nie doszły do skutku dwie akcje bojowe „Parowóz” i „Obóz”, organizowane przy wsparciu konspiracji kolejarzy”.

Dla Armii Krajowej stało się jasne, iż głównym elementem akcji zbrojnej musi być bunt więźniów. To najprawdopodobniej w tym kontekście na liście zadań dla Kedywu Podokręgu Wschodniego sporządzonej w czerwcu 1943 widniało między innymi zadanie zlikwidowania obozu pracy i obozu śmierci w Treblince.Pierwszy z tych obozów „Treblinka I” założony został w lipcu 1941 r. i działał trzy lata. Był obozem pracy przeznaczonym przede wszystkim dla obywateli polskich, zarówno polskiego jak i żydowskiego pochodzenia. Zamordowano w nim około 10 000 osób”. „Treblinka II” to było piekło na ziemi z ponad 800 tysiącami ofiar.

Rodzina Postków. Polscy bohaterowie.

Postkowie – polska rodzina ze Stoczka, która jeszcze przed buntem w Treblince ukrywała sześciu Żydów. Po buncie w specjalnych kryjówkach zbudowanych przez ojca rodziny Stanisława schroniło się kolejnych dziesięciu Żydów – uciekinierów z Treblinki II. Zostali jednak znalezieni przez Niemców i zamordowani. Zamordowano także polską rodzinę Postków za ukrywanie Żydów. Julianna Postek została zatłuczona na śmierć , bracia Henryk i Wacław Postkowie zostali rozstrzelani, a Stanisława Postka zamordowano w Auschwitz 8 grudnia 1943 roku. Uratowała się tylko Marianna Postek. ( Tomasz Domański – „Korekty ciąg dalszy, IPN, Warszawa 2020 r.). To tylko jeden z wielu przykładów pomocy Polaków dla żydowskich uciekinierów. Były też niestety przypadki, kiedy wyłapani Żydzi wydawali swoich gospodarzy w ręce niemieckie, a to oznaczało dla nich wyrok śmierci.

Treblinka. Dziś.

Treblinka. Dziś.
Treblinka. Pomnik upamiętniający ofiary Obozu Zagłady.
Treblinka. Nagrobki żydowskie.

Treblinka. Muzeum.

Muzeum Treblinka.

Przed terenami, na których znajdowały się niemieckie obozy w Treblince, w 2010 r. powstało muzeum im poświęcone. Znajdują się w nim eksponaty związane zarówno z Obozem Zagłady Treblinka II stworzonym przez Niemców do eksterminacji żyjących na Mazowszu Żydów, jak i Obozem Pracy dla Polaków Treblinka I. W placówce można zobaczyć makietę obozów, ale też wiele przedmiotów wykopanych przez archeologów, a związanych właśnie z tymi dwoma miejscami – od drutów kolczastych będących częścią ogrodzenia po liczne przedmioty osobiste ofiar, które przebywały i zginęły w obozach w Treblince.

Następny był Sobibór …

Dwa miesiące póżniej, 14 pażdziernika 1943 roku wybuchł bunt więżniów-Żydów w obozie zagłady w Sobiborze pod Włodawą. Tam też znalazła się grupa takich, którzy nie chcieli biernie czekać. Przed zmierzchem zabili siekierami kilkunastu pilnujących ich strażników i ponad 600 ludzi ruszyło w kierunku bramy. Uciekła z obozu mniej więcej połowa. Ci, którym się powiodło, dołączyli do oddziałów partyzanckich, bądż przetrwali ukryci przez polskich chłopów. Obóz w Sobiborze w miesiąc póżniej także uległ likwidacji.

Bierność USA i Wielkiej Brytanii.

Stany Zjednoczone i Wielka Brytania miały pełną wiedzę o obozach zagłady. Informowali o tym Szmul Zygiebojm – czołowy działacz BUNDU, który przedostał się na Zachód, Jan Karski – specjalny kurier AK z Warszawy oraz meldunki wywiadu Armii Krajowej. Alianci wiedzieli o niemieckich zbrodniach w obozach zagłady w Auschwitz, Treblince czy Sobiborze. Dlaczego nie zbombardowali obozów i linii kolejowych do nich prowadzących? Do zniszczenia komór gazowych w obozach wzywał aliantów między innymi Światowy Kongres Żydów. Dawid Ben Gurion pytał, czy równie obojętnie patrzono by na śmierć Anglików, Amerykanów lub Rosjan. Dlaczego ostatecznie nie zrzucono bomb na te obozy?


Brytyjskie ministerstwo lotnictwa podkreślało, że trudno będzie zniszczyć komory gazowe, nie krzywdząc przy tym więźniów. Przekazano więc to zadanie Amerykanom. Dowódcy USA wątpili, by taka interwencja była w ogóle wykonalna, zwłaszcza że bombowce uczestniczyły już w „innych, ważniejszych operacjach”. Wiele wskazuje na to, że aliantami kierowały między innymi obawy przed… podejmowaniem „zbyt dużych” zobowiązań względem Żydów.

Linda Breder, żydowska więźniarka Auschwitz, powiedziała po wojnie, że: „Bóg o nas zapomniał, zapomnieli o nas żołnierze i dowódcy alianccy , nie obchodziło ich, co się dzieje, a wiedzieli, co się dzieje [w Auschwitz]”. „Chcieliśmy, żeby zrzucili na obóz bomby, przynajmniej moglibyśmy uciec, a tak leciały całe setki samolotów,aby bombardować inne cele i nie spadła żadna bomba. Nie mogliśmy tego zrozumieć”.

USA nie pomogły polskim Żydom w czasie Holocaustu.

Rząd USA nie przyjął statku z 937 żydowskimi uchodźcami z III Rzeszy. Prezydent Franklin Delano Roosevelt okazał się nieugięty, mimo że żydowscy uchodźcy napisali do niego wstrząsającą prośbę o łaskę. Roosevelt uznał ich za „element niepożądany”. Wielu z nich trafiło później do komór gazowych.

Gdy polski emisariusz Armii Krajowej Jan Karski przedstawiał prezydentowi Rooseveltowi w Białym Domu dowody na trwające w Polsce ludobójstwo dokonywane na Żydach, amerykański przywódca był tym wyraźnie niezainteresowany. Próbował zmienić temat rozmowy, dopytując się, czy w Polsce jest dużo koni i czy ta końska populacja może zostać wykorzystana przez Wehrmacht na wojnie w Rosji.

Amerykanie palcem nie kiwnęli dla polskich Żydów w czasie II wojny światowej. Działania amerykańskich organizacji żydowskich w czasie wojny są dzisiaj bardzo surowo oceniane przez część historyków. „W latach 1933–1945 żadna ważna żydowska organizacja nigdy nie zażądała, by Stany Zjednoczone otworzyły drzwi dla Żydów zagrożonych przez Hitlera. (…) Żydowski establishment, obawiający się utraty wpływów wśród społeczności, zamiast wspierać wysiłki ratunkowe, zmobilizował całą swoją siłę, by nie ratować Żydów z Europy, ale by ratować prestiż swoich liderów.”

Adolf Eichmann w czasie wojny wielokrotnie szukał kontaktu z przedstawicielami amerykańskich organizacji żydowskich. W zamian za duże pieniądze proponował im ocalenie części osób skazanych na Zagładę. Bez odzewu. USA nie zrobiły nic, aby ratować polskich Żydów. Nic. Nothing. A miały takie możliwości. Więc te dzisiejsze pouczenia amerykańskich organizacji żydowskich, kilkadziesiąt lat po Holocauście, oraz oskarżanie Polaków, że mogli zrobić coś więcej, są nie na miejscu.

© (MARB)