Wilno i Nowogródek w sowieckiej matni 1944/45.

Wilno wolne ! 13 lipca 1944 roku Niemcy zostali wypędzeni. Wojska sowieckie z pomocą oddziałów AK, zwłaszcza 1,5 tysięcznego batalionu miejskiego 85 pp. AK mjr. Bolesława Zagórnego „Jana”, wyparły wroga z całego miasta. Sowieccy dowódcy liniowi wyrażali uznanie dla AK. Były wzmianki w rozkazach, mówiło się o sowieckich odznaczeniach…

Zwycięstwo okupione zostało znacznymi ofiarami w ludziach i wielkimi stratami materialnymi. W czasie walk uległo zniszczeniu lub uszkodzeniu prawie 40% budynków. Pożar zagrażał nawet kaplicy w Ostrej Bramie, ale cudowny obraz Matki Bożej nie poniósł szwanku. Polacy cieszyli się i wiwatowali.

13 lipca 1944 roku. Wilno wolne ! Niemcy wypędzeni. Uradowani wileńscy żołnierze z batalionu miejskiego 85 pp. AK majora Bolesława Zagórnego „Jana” na placu Katedralnym w wyzwolonym Wilnie. Z lewej strony widoczna jest kopuła kaplicy św. Kazimierza. Cztery dni póżniej Sowieci rozpoczęli rozbrajanie i aresztowania żołnierzy AK.
Mjr. Bolesław Zagórny ps. „Jan”, „kapitan Jan”- komendant Dzielnicy A (śródmieście Wilna) Garnizonu Wileńskiego AK. Dowodził bezpośrednio oddziałami AK walczącymi mieście w operacji „Ostra Brama”.

Komendant Okręgu Wileńskiego AK ppłk. Aleksander Krzyżanowski ps.”Wilk” polecił oddziałom akowskim dekonspirowanie się wobec władz sowieckich i sam również to zrobił. Delegat Rządu na Okręg Wileński dr. Zygmunt Fedorowicz ps.”Albin” i cały aparat delegatury nie podzielali optymizmu ppłk. „Wilka” i postanowili pozostać w konspiracji. Mieli rację. 17 lipca 1944 roku na rozkaz sowieckiego zbrodniarza Józefa Stalina zaczął się dramat Polaków na Kresach. Znależli się w sowieckiej matni.

Wyzwolenie z wolności.

Jedna okupacja została zamieniona na drugą. To było wyzwolenie z wolności. Zniknęło Gestapo, ale pojawiło się NKWD. Zniknęło SS, ale pojawiła się Armia Czerwona. Zbrodniarza Hitlera zastąpił zbrodniarz Stalin. Wróg inny, metody podobne: morderstwa, przemoc, gwałty, areszty, podsłuchy, kłamstwa, oszustwa, obławy, rozbrajanie, niewola, obozy, zsyłki… Przyszłość obiecywała najgorsze.

Wilno – ostrzeżenie dla Warszawy.

Wolna Polska, wolne Wilno, wolne Kresy, zwycięstwo- to wszystko legło w gruzach po wejściu Sowietów. Ta katastrofa przyniosła pewną korzyść: odsłoniła oblicze polityki sowieckiej. To miało być ostrzeżenie dla Komendy Głównej w Warszawie, gdzie niektórym oficerom chodziła po głowie myśl o powtórzeniu operacji „Ostra Brama” w Warszawie, czyli w chwili wycofywania wojsk niemieckich zdobyć zbrojnie stolicę i powitać Armię Czerwoną w roli gospodarzy. Doświadczenie wileńskie podcięło „Walce o Warszawę” rację bytu, bo już było wiadomo, jaki los przygotowują sowiety Armii Krajowej. A jednak… Generał Okulicki przekonał Komendę Główną AK.

Delegatura Rządu na Okręg Wileński.

Delegatem Rządu na Okręg Wileński był dr. Zygmunt Fedorowicz ps.”Albin”, członek Stronnictwa Narodowego, bo tak przewidywał klucz partyjny. Funkcję tą pełnił od 1 marca 1942 roku. Jego zastępcą był dr.med. Jerzy Dobrzański ps. „Irwid”, „Maciej”-członek Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), który był uważany za politycznego doradcę ppłk.”Wilka”. Endek- „Albin” Fedorowicz i socjalista- „Irwid” Dobrzański to skrajnie różne poglądy polityczne i odmienna wizja przyszłej Polski. Stosunki pomiędzy nimi nie układały się najlepiej. Ppłk.”Wilk” miał dobre relacje tylko z Dobrzańskim.

Delegatura Rządu przeciw ppłk.”Wilkowi”.

Dwa dni po odebraniu Wilna Niemcom, w dniu 15 lipca 1944 roku, przy ulicy Zakretowej w Wilnie doszło do spotkania Delegata Rządu na Okręg Wileński dr. Zygmunta Fedorowicza ps.”Albin” z komendantem Okręgu Wileńskiego AK ppłk. Aleksandrem Krzyżanowskim ps.”Wilk” oraz Kierownictwem Walki Podziemnej. Przybyło kilkanaście osób. „Wilk”, który przyjechał zdobycznym Mercedesem w pełnej gali wojskowej, poinformował zebranych, że zawarł wstępną umowę z dowódcą 3 Frontu Białoruskiego i zwracając się do „Albina” Fedorowicza powiedział, że powinien on ujawnić wobec Sowietów cały aparat administracyjny Delegatury. Zebrani byli całkowicie zaskoczeni naiwnością i łatwowiernością „Wilka” w stosunku do Sowietów.

Zygmunt Szczęsny Brzozowski ps.”Gustaw”-szef komórki nasłuchu radiowego BIP- powiedział wprost, że: „nie wierzy w szczerość strony sowieckiej, bo kilka miesięcy wcześniej dowództwo sowieckie zaprosiło na rozmowy o współpracy dowództwo Inspektoratu Łuck Okręgu Wołyńskiego AK, a następnie aresztowało cały akowski sztab, a oddziały zostały rozbrojone i internowane. Czy nie czeka nas ten sam los?”

„Albin” Fedorowicz oświadczył zdecydowanie, że nie podziela stanowiska komendanta „Wilka” i aparat Delegatury Rządu pozostanie w konspiracji. Zdenerwowany „Wilk” odjechał bez uzgodnienia stanowiska z „Albinem”. Żaden z nich nie przeczuwał, że widzą się po raz ostatni w życiu. Brak informacji w dostępnych żródłach jakie było stanowisko zastępcy Delegata Rządu „Irwida” Dobrzańskiego, który był politycznym doradcą ppłk.”Wilka”.

Incydenty w Wilnie.

Stosunki AK z Armią Czerwoną układały się na początku poprawnie, ale niepokojących incydentów pomiędzy 14 i 16 lipca było coraz więcej. Dwukrotnie „bojcy” ściągali polską flagę z baszty na Górze Zamkowej; biało czerwone opaski żołnierzy AK drażniły sowieckie patrole, żołnierzom polskim odbierano broń. Zabroniono polskim partyzantom przemarszu-defilady zwycięstwa przez miasto, rozlepiono na murach obwieszczenie o poborze mężczyzn (Polaków) do Armii Czerwonej.

Niepokój budziło również powierzenie czerwonym partyzantom z Puszczy Rudnickiej służby milicyjnej w Wilnie. Po pojawieniu się na ulicach brutalnej milicji z czerwonymi opaskami, wśród mieszkańców Wilna zapanował strach, panika i chęć wyjazdu. Oddziały Okręgu Nowogródzkiego w okresie od 1 stycznia 1942 do zajęcia terenów przez Armię Czerwoną (koniec lipca 1944) na ogółem 185 walk aż 83 stoczyły z partyzantami sowieckimi i bandami żydowsko-komunistycznymi broniąc polskich mieszkańców miasteczek i wsi przed rabunkami, kradzieżami i gwałtami.

Batalion Stołpecki AK (dowódca ppor. Adolf Pilch ps.”Góra”, cichociemny) z Okręgu Wileńskiego, po podstępnym częściowym rozbrojeniu przez Sowietów 1 grudnia 1943 roku, przez następne 7 miesięcy nie stoczył ani jednej potyczki z Niemcami, a miał 32 potyczki z partyzantką sowiecką. Czyli oddziały AK walczyły z konieczności ze zorganizowaną i dowodzoną odgórnie z Moskwy partyzantką sowiecką.

Wilno, 13 lipca 1944 r. , ul. Wielka. Tuż po wypędzeniu Niemców. Żołnierze AK z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu razem z żołnierzami sowieckimi na ulicach miasta. Koniec iluzji nastąpił 17 lipca 1944 roku. Zaczął się terror NKWD, a więzienia zapełniały się Polakami.

17 lipca 1944. Podstępne aresztowanie ppłk. „Wilka”.

Złowróżbne przeczucia wyrażone przez „Albina” Fedorowicza i Brzozowskiego na spotkaniu w dniu 15 lipca, a także sceptycyzm kierownictwa Delegatury i Konwentu Stronnictw Politycznych co do szczerości poczynań Sowietów, znalazły swoje potwierdzenie nadspodziewanie szybko. Dramat Akowców nastąpił 17 lipca 1944 roku. Komendant Okręgu Wileńskiego ppłk. Aleksander Krzyżanowski „Wilk” i szef sztabu mjr.Teodor Cetys ps.”Sław” zostali rano zaproszeni przez gen. Czerniachowskiego-dowódcę 3 Frontu Białoruskiego- do jego kwatery w sprawie utworzenia korpusu Wojska Polskiego złożonego z żołnierzy AK. To była pułapka.

Obydwaj zostali podstępnie aresztowani i zamknięci w areszcie. Taki był epilog operacji „Ostra Brama”. Naiwna wiara „Wilka” w możliwość współpracy AK z armią sowiecką została brutalnie przekreślona. Sowieci powtórzyli ten scenariusz dwa tygodnie póżniej we Lwowie oraz w marcu 1945 roku, gdy aresztowali szesnastu przywódców Polski Podziemnej. Scenariusz ten sam, a Polacy dawali się nabrać.

„Odprawa” w Boguszach.

Tego samego dnia o godz. 17.00 na „życzenie” sowietów odbyła się „odprawa” dla dowódców akowskich średniego stopnia we wiosce Bogusze przy szosie Wilno-Turgiele, około 25 km od Wilna. Miał w niej uczestniczyć dowódca Frontu Białoruskiego. Ale to była kolejna sowiecka pułapka. Kilkudziesięciu oficerów, w tym dowódcy brygad wileńskiej AK, zostało podstępnie aresztowanych przez generała NKWD i jego 200 żołnierzy z automatami skierowanymi w ich kierunku.

Sytuacja Akowców była beznadziejna. Mieli dwie możliwości: zginąć w nierównej walce, albo ulegając terrorowi poddać się, aby ratować życie. Oficerowie polscy rzucili broń na murawę. Skończyła się kultura , zaczęły popychania i grubiaństwa. Rozbrojonych około 40 Polaków pędzono jak zwierzęta, załadowano do ciężarówek i kazano leżeć na wznak. Pod silną sowiecką eskortą samochody ruszyły w kierunku Wilna do więzienia na Łukiszkach.

Zwraca uwagę, że na liście aresztowanych w Boguszach nie ma ani jednego oficera z Okręgu Nowogródzkiego. Nie przyszli na „odprawę”, bo nie ufali Sowietom. Dowódcy nowogródzkich batalionów mieli gorzkie doświadczenia z sowiecką partyzantką, bo chroniąc polską ludność przed wyniszczeniem, rabunkiem i gwałtami nieraz musieli przeciwstawić się, czyli walczyć z sowietami.

Zawiodła 7. Brygada AK.

Jeszcze rano 17 lipca 1944 roku ppłk. Zygmunt Blumski ps.”Strychański”-szef operacyjny oddziałów partyzanckich AK-rozkazał porucznikowi Wilhelmowi Tupikowskiemu ps.”Wilhelm”, aby swoją 7. Brygadą AK ubezpieczył popołudniową „odprawę” w Boguszach, czyli zorganizował ochronę oficerów i osłonę miejscowości. Ale komendant 7. Brygady nie sprostał lub nie chciał sprostać powierzonemu zadaniu. Por.Tupikowski i jego kilkuset żołnierzy biernie obserwowali przebieg rozbrojenia z daleka. Nie pomogli rozbrajanym oficerom , swoim kolegom z AK.

Gdy aresztowani oficerowie leżąc w ciężarowych samochodach odjeżdżali w kierunku Wilna, do dowódcy 7. Brygady podjechał konno oficer radziecki i zawiadomił go, że odprawa została zakończona i jej uczestnicy rozjechali się do swoich oddziałów. Komendant 7. Brygady AK szybko oddalił się ze swoimi partyzantami z miejsca tego dramatycznego zdarzenia i zawrócił swą brygadę w stronę Puszczy Rudnickiej. Co najważniejsze, nie zawiadomił i nie ostrzegł nikogo o tym, czego był świadkiem.

Komendant 7. Brygady AK-porucznik Wilhelm Tupikowski ps.”Wilhelm”- nie odpowiedział za swoje skandaliczne postępowanie, nie stanął przed akowskim sądem, gdyż okoliczności, jakie nastały, nie pozwoliły na sformułowanie oskarżenia o niewykonanie rozkazu. Por. Wilhelm Tupikowski podjął w Polsce Ludowej zawodową służbę wojskową. Nie dotknęły go żadne represje ze strony NKWD i UB. Nawet dość wysoko awansował, bo uzyskał stopień pułkownika. (Wincenty Borodziewicz-„Szósta Wileńska Brygada AK”, wydawnictwo Bellona, Warszawa 1992).

Nie przyszli na „odprawę” w Boguszach.

Warto przyjrzeć się kilku przypadkom absencji w Boguszach. Ppłk. Janusz Szlaski ps.”Prawdzic”, „Borsuk” (komendant Okręgu Nowogródzkiego AK od 1 września 1941 do czerwca 1944 r.) i kpt. Stanisław Sędziak ps.”Warta”( szef sztabu Okręgu Nowogródzkiego AK od stycznia 1943 do czerwca 1944 r.) nie ufali bolszewikom i celowo spóżnili się na odprawę. Zresztą oni nigdy nie ukrywali swojego negatywnego stosunku do operacji „Ostra Brama”, która nie powiodła się. Obaj zresztą w swoich książkach wydanych po wojnie demonstrują niechętny, a miejscami nawet wrogi stosunek do kolegi i sąsiada- komendanta Okręgu Wileńskiego ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego ps.”Wilk”. Szlaski zarzuca Krzyżanowskiemu próżność, zamiłowanie do parad i przemówień, naiwność i nadmierne zaufanie do Sowietów.

Nowogródczyzna, luty 1944 r. Od lewej: por. Jan Skorb „Puszczyk”, „Boryna”- adiutant Komendanta Okręgu i ostatni komendant tego Okręgu w 1945 r., ppłk. Janusz Szulc vel Szlaski „Prawdzic”, „Borsuk”-komendant Okręgu Nowogródzkiego AK(do czerwca 1944 r.), pchor. Janusz Skalski „Lin” i por. Władysław Mossakowski „Jastrzębiec” – dowódca 8 batalionu 77 pp. nazywanego „Bohdanka”.

Mjr. Dębicki ps.”Jarema”– dowódca III Zgrupowania Oszmiańskiego- oświadczył swoim oficerom, że „czuje smród w powietrzu” i nie pojechał na „odprawę”, a nawet zarządził pogotowie marszowe i wystawił silne ubezpieczenie. Mjr. „Jarema” był przed wojną posłem na sejm , a więc miał doświadczenie polityczne.

Mjr. Zygmunt Szendzielarz ps.”Łupaszka” i jego 5 Brygada AK („Brygada Śmierci”) nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”. „Łupaszka” nie wierzył w możliwość współpracy z Sowietami. Postanowił przebić się przez front niemiecki i udać się w Białostockie. Póżniej walczył z NKWD i UB w województwie gdańskim, koszalińskim i olsztyńskim. Przyłączył się do „Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK” w Gdańsku. Jego komendantem był ppłk. dypl. Antoni Olechnowicz ps.”Pohorecki”. Ale to już temat na inne opowiadanie.

Dowódca i oficerowie 5. Brygady Wileńskiej AK. Stoczek Białostocki , 7 września 1945 rok. Koncentracja 5. Brygady.
Od lewej : ppor. Henryk Wieliczko „Lufa” , por. Marian Pluciński „Mścisław” , mjr. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” , wachm. Jerzy Lejkowski „Szpagat” , ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny”.

Gigantyczny błąd ppłk. „Wilka” Krzyżanowskiego.

Komendant Okręgu Wileńskiego ppłk. Aleksander Krzyżanowski ps.”Wilk” nie przygotował wcześniej alternatywnego planu dla Okręgu na wypadek, jeżeli Sowieci po wejściu na Wileńszczyznę będą chciały zniszczyć Armię Krajową. To gigantyczny błąd Komendanta. Kapitan Stanisław Szabunia ps.”Licho” tak opisał swoją rozmowę z ppłk.”Wilkiem” w dniu 2 lipca 1944 roku na odprawie dla dowódców pod wsią Raściuny. „Zapytałem: -Co robić jeżeli bolszewicy będą nas rozbrajać? A na to „Wilk”- Do tego nie dojdzie, bo jest porozumienie. -A jednak jeżeli mimo to zaczną rozbrajać, czy bić, czy uciekać, czy też poddać się? – Do rozbrajania nie dojdzie, a zresztą będą rozkazy. – A jeżeli rozkazów nie będzie? -Rozkazy będą. Wstąpić”.

Dziewieniszki, czerwiec 1944 r. Siedziba dowództwa Wileńskiej Armii Krajowej. Jeszcze przed akcją „Ostra Brama”. Płk.Krzyżanowski „Wilk” przyjmuje raport d-cy patrolu. Za „Wilkiem”- od lewej: ppłk.”Poleszuk”, ppłk. Szlaski „Prawdzic i kpt. Szabunia „Licho”.

I jak się okazało 17 lipca 1944 roku rozkazów nie było i tylko dzięki temu, że w szeregach AK na Kresach północno-wschodnich byli wybitni oficerowie niższego szczebla , którzy mieli bardziej realistyczne spojrzenie na rzeczywistość, udało się uratować kilka tysięcy Akowców od śmierci i wywózek w głąb Związku Sowieckiego.

„Ale jednego nie wolno było „Wilkowi” robić. Nie wolno było zebrać, zmobilizować wojska i zszeregowanych, policzonych, spisanych akowców oddać w ręce sowieckiej NKWD. A to właśnie zrobiono. Władzom sowieckim zaoszczędzono sporo fatygi w wyłapywaniu żołnierzy AK. Dostali wszystko, co chcieli”. (Z.S Siemaszko-„Rozmowy z kapitanem Szabunią”, Zeszyty Historyczne-Zeszyt Dwudziesty Piąty, Instytut Literacki, Paryż 1973).

Marsz do Puszczy Rudnickiej.

Po aresztowaniu przez NKWD komendanta Okręgu Wileńskiego AK ppłk. „Wilka” Krzyżanowskiego i kadry oficerskiej nastąpiły wymuszone zmiany na stanowiskach dowódczych. Młodsi oficerowie o dużym stażu bojowym, po aresztowaniu starszych kolegów, wzięli odpowiedzialność za losy swych żołnierzy. Ppłk. Zygmunt Izydor Blumski ps.”Strychański” – szef oddziału III operacyjnego- przejął tytułem starszeństwa dowództwo nad całością pozostałych sił wileńsko-nowogródzkich AK. A wobec zagrożenia ze strony sowietów nakazał wymarsz wszystkich jednostek akowskich. Oddziały AK w sile około sześciu tysięcy ruszyły do Puszczy Rudnickiej. Był to smutny i ponury pochód. Nadzieje na polskie Kresy, polskie Wilno, polski Nowogródek zawaliły się jak domek z kart.

Ppłk. „Strychański” przez radiostację Wanda72 natychmiast poinformował o aresztowaniach Komendę Główną w Warszawie i Naczelnego Wodza w Londynie. Wyznaczył ppłk. „Prawdzica” Szlaskiego dowódcą oddziałów nowogródzkich. AK wycofywała się do Puszczy Rudnickiej wieloma oddzielnymi kolumnami, w różnym czasie i różnymi drogami. Jedną z nich dowodził ppłk. Zygmunt Blumski ps.”Strychański”, inną dowódca Zgrupowania Nadniemeńskiego cichociemny mjr. Maciej Kalenkiewicz ps.”Kotwicz”, a ppłk.”Prawdzic” dowodził II, VI i VII batalionem nowogródzkim. Potem dołączył do niego III batalion Piaseckiego.

Narady w Puszczy Rudnickiej.

18 lipca 1944 roku większość oddziałów AK dotarła do Puszczy Rudnickiej. Mjr. Kalenkiewicz „Kotwicz” z własnej inicjatywy objął komendę nad kilkutysięczną kolumną AK-owców, którym udało się wymknąć z sowieckiej sieci. Z bezładnej kolumny ludzi i taborów robił wojsko. Mianował dowódców, porządkował szyki, przywracał kondycję zdezorientowanym masom żołnierskim. Było ponad 6 tysięcy ludzi, moc furmanek, kolumna na kilka kilometrów. Depesza radiowa z Warszawy mianująca „Kotwicza” podpułkownikiem i komendantem Okręgu Nowogródzkiego AK nigdy do niego nie dotarła.

W nocy przy ogniskach w różnych miejscach puszczy doszło do kilku lokalnych narad dowódców Akowskich. Była to noc klęski, bo wszystko się zawaliło. Dramatyzm sytuacji pogłębiał fakt, że nie istniało dobre rozwiązanie. Bierne poddanie się sowieckim represjom nie wchodziło w rachubę. Narady trwały kilkanaście godzin i kończyły się póżno w nocy. Ogólny nastrój był bardzo przygnębiający.

W najważniejszej nocnej naradzie przy ognisku brali udział: mjr. Kalenkiewicz „Kotwicz”, ppłk. Blumski „Strychański” – dowódca pozostałych sił wileńsko-nowogródzkich AK, por. Adam Boryczka „Tońko”-dowódca 6. Brygady Wileńskiej cichociemny, por. Bolesław Piasecki ps.”Sablewski”– dowódca III batalionu nowogródzkiego (UBK) oraz inni oficerowie niższego szczebla.

Ppłk.”Strychański” był chory i z każdą godziną pogarszał się jego stan fizyczny i psychiczny. Tylko w niewielkim stopniu występował w roli następcy po aresztowanym przez NKWD ppłk. Krzyżanowskim ps.”Wilk”. W nocy z 18 na 19 lipca 1944 roku zdecydował się na rozwiązanie wszystkich oddziałów AK. W praktyce oznaczało to pozostawienie wolnej ręki poszczególnym dowódcom: marsz na zachód, rozpuszczenie wojska lub walkę na Kresach.

Odprawę prowadził mjr. „Kotwicz” i jego rola był pierwszorzędna. Z własnej inicjatywy objął dowództwo nad całością wojsk wycofujących się do puszczy. On dowodził, on zwołał odprawę, on przedstawił oficerom alternatywne warianty na najbliższą przyszłość. To jego osoba była w centrum uwagi. Mjr. „Kotwicz” postanowił zostać na Kresach i bronić tych ziem oraz polskiej ludności. Według niego: „zostaliśmy zaatakowani i teraz będziemy odpowiadać wet za wet, o żadnej kapitulacji czy składaniu broni mowy być nie może”.

Por. Boryczka ps. „Tońko”, „Brona” także postanowił zostać na Kresach. Zmniejszył stan oddziału do 250 ludzi i z już byłej 6. Brygady utworzył oddział „Solcza”. Por.”Sablewski” i jego batalion UBK postanowili przedzierać się do Warszawy. Tam zameldować się w Komendzie Głównej AK i przedstawić prawdę o sytuacji na Kresach.

Puszcza Rudnicka. Lipiec 1944 r. Major Czesław Dębicki ps.”Jarema” dowódca Zgrupowania Nr.3 Oszmiańskiego AK wśród żołnierzy po wyrwaniu się z sowieckiej pułapki w dniu 17 lipca 1944 r. Teraz celem była Puszcza Ruska (Grodzieńska).

W innej naradzie brali udział: były komendant Okręgu Nowogródek AK ppłk. Janusz Szlaski ps.”Prawdzic”, „Borsuk” i dowódca Zgrupowania Oszmiańskiego mjr. Czesław Dębicki „Jarema”. Ppłk.”Prawdzic” z grupą oficerów 7 batalionu postanowił przedzierać się do Warszawy, co im się w końcu udało. Mjr. Dębicki ps.”Jarema” wraz ze swoim zastępcą kpt. Edmundem Banasikowskim ps.”Jeż” i częścią Zgrupowania Oszmiańskiego postanowił zostać na Kresach i walczyć. Po kilku dniach makabrycznego marszu(według kpt. „Jeża”) znależli się na „ziemi obiecanej” jaką miała być dla nich Puszcza Ruska(Grodzieńska).

Nie było jednej wspólnej narady wojennej wszystkich wyższych dowódców AK , którzy uniknęli aresztowania i znależli się w Puszczy Rudnickiej. Ppłk. „Strychański” i mjr. „Kotwicz” nie spotkali się z ppłk. „Prawdzicem” i mjr. „Jaremą”.

„Niezłomni” zostali na Kresach.

W podokręgu Nowogródek zostały utworzone dwa zgrupowania partyzanckie: północne-dowodzone przez por. Jana Borysewicza ps.”Krysia” i południowe-kierowane przez kpt. Stanisława Szabunię ps.”Licho”. Obaj podporządkowali się ppłk. „Kotwiczowi”. Oddziałem osłonowym podokręgu dowodził kpt. Bolesław Wasilewski ps.”Bustromiak”. Działał także silny oddział akowski ppor. Czesława Zajączkowskiego ps.”Ragnar”, „Ragner”.

10 sierpnia 1944 r. wpadła w ręce sowieckie radiostacja nadawczo-odbiorcza Wanda 19, obsługująca Okręg Wileński AK. Wilno zawiadomiło Warszawę, że nim uruchomi nową stację będzie korzystało z usług Nowogródka, czyli radiostacji Wanda 20.

Kpt. Stanisław Sędziak ps.”Warta”-szef sztabu Okręgu Nowogródek AK do czerwca 1944 roku: ” Na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku odwiedziłem mjr.”Kotwicza” dwa razy. Nocami pisał lewą ręką o akcji na Wilno. Prosiłem „Kotwicza”, aby rozwiązał swój oddział, przebrał się w cywilne ubranie i zajął bardziej swoją osobą, gdyż wymagał tego jego stan zdrowia. „Kotwicz” odrzucił jednak moje propozycje. Nie mógł się pogodzić z tym, co widział w Puszczy Rudnickiej po 17 lipca 1944 roku i co uważał za hańbę.”

Taktyka sowiecka w terenie.

Kapitan Stanisław Szabunia ps. „Licho” (5 batalion wileński AK): „Taktyka sowiecka była całkiem inna od niemieckiej. Niemcy otaczali lub robili łapankę, natomiast sowieciarze nasycali teren małymi oddziałkami, które stacjonowały około trzy tygodnie we wszystkich, nawet najmniejszych miejscowościach na danym terenie objętym obławą. Przy pomocy opłacanych szpiclów, sowieckiej partyzantki i własnej obserwacji aresztowali podejrzanych Polaków. Zabijali ich lub całe rodziny wywozili do łagrów. Ludność miejscowa była wrogo nastawiona do władzy sowieckiej, ale nawet pojedynczy szpicel potrafił bardzo szkodzić”.

Z. S. Siemaszko: „Zimą 1944/45 oddziały akowskie zajmowały się głównie zwalczaniem mniejszych placówek sowieckiej służby bezpieczeństwa i karaniem (częściej chłostą niż rozstrzelaniem) „gachów”, czyli lokalnych konfidentów sowieckich.

Sowiecka okupacja i terror.

Ciosy, które spadły na wileńsko-nowogródzką konspirację wojskową, nie oznaczały wcale jej likwidacji. Szybko-już pod koniec lipca 1944 r.- odbudowano komendę Okręgu Wileńskiego. Nowy komendant Okręgu Wileńskiego ppłk. dyplomowany Julian Kulikowski ps.”Ryngraf” przystąpił natychmiast do odtwarzania porwanej sieci organizacyjnej i nawiązał ścisłą współpracę z Delegaturą Rządu. Dowództwo Okręgu Nowogródzkiego AK objął ppłk. Maciej Kalenkiewicz ps.”Kotwicz”.

W Wilnie i całym regionie szalał terror. Sowiecka służba bezpieczeństwa przeprowadzała masowe aresztowania Polaków. W pogoni i w poszukiwaniu żołnierzy AK setki szpiclów uganiały się po Wilnie i jego peryferiach. Nie pomagały żadne dokumenty, gdyż te po prostu darto i wyrzucano. Potem taką osobę „bez dokumentów” aresztowano i zazwyczaj wysyłano na Wschód.

Wileńskie więzienia-Łukiskie, Stefańskie, Antokolskie i śledcze w podziemiach gmachu NKWD przy ul. Ofiarnej zaczęły pękać w szwach. Więc Sowieci utworzyli kilkadziesiąt dodatkowych prowizorycznych miejsc zatrzymania. Sowiecka bezpieka utworzyła w Wilnie około 50 więzień dla Polaków i wszystkie były przepełnione. A stamtąd droga zawsze wiodła na wieloletnią zsyłkę do obozów lub na tamten świat. Od lipca 1944 do marca 1945 roku aresztowano, skazano i wywieziono do ciężkich obozów w głębi Związku Sowieckiego ponad 120 tysięcy Polaków z Ziemi Wileńskiej i Nowogródzkiej.

W ruinach zamku królowej Bony w Miednikach Królewskich (28 km od Wilna) trzymano w prymitywnych i trudnych do zniesienia warunkach 5 do 7 tysięcy rozbrojonych polskich żołnierzy. Ponad 3 tysiące Akowców zdołało uciec, a reszta trafiła do obozów w Związku Sowieckim. Żołnierze do Kaługi, a oficerowie do spec-łagru NKWD w Riazaniu będącego pod nadzorem Smierszu (Smiert szpionom)- kontrwywiadu podlegającego bezpośrednio Stalinowi. Widmo Katynia straszyło w obozie.

Zdrada ppłk. Krzeszowskiego ps.”Ludwik”.

Ppłk. Lubosław Krzeszowski ps.”Ludwik” był szefem sztabu Okręgu Wileńskiego AK i zastępcą komendanta „Wilka”, czyli był drugą pod względem ważności osobą w całym Okręgu Wileńskim AK. Znał bardzo dobrze język rosyjski. To szok, że człowiek na tak wysokim stanowisku, poszedł na współpracę z sowiecką bezpieką NKWD. Wcześniej współpracował z sowieckim wywiadem.

A oto fragment wspomnień Zygmunta Szczęsnego Brzozowskiego „Litwa-Wilno 1910-1945”. W czasie okupacji autor działał w wileńskim BiP ps.”Gustaw” prowadząc nasłuch radiowy radiostacji zagranicznych, głównie BBC: „28 sierpnia 1944 roku zostali aresztowani Delegat Rządu Zygmunt Fedorowicz i szef Biura Informacji i Propagandy AK (BIP) Antoni Kokociński. Funkcję Delegata Rządu zaczął pełnić Jerzy Dobrzański. Po masowych aresztowaniach w sierpniu 1944 roku zastanawialiśmy się co było przyczyną, że NKWD tak łatwo namierzylo i aresztowało tylu wartościowych Polaków. Dopiero kilkanaście lat po wojnie dowiedziałem się, że zdradził ppłk. Lubosław Krzeszowski ps.”Ludwik”-szef sztabu Okręgu Wileńskiego AK, który od czerwca 1944 był nawet zastępcą komendanta „Wilka” w Okręgu Wileńskim.

Pierwszy ujawnił to ppłk. Julian Kulikowski ps.”Ryngraf”, komendant AK na Wileńszczyżnie, który po aresztowaniu w początkach stycznia 1945 roku podczas przesłuchań w NKWD widział dokonany znajomym pismem Krzeszowskiego numerowany spis około 60 osób z podziemia z podaniem różnych szczegółów, jak nazwisko, pseudonim, stanowisko, stopień wojskowy itd. Pułkownik NKWD celowo położył ten spis na biurku tak, aby więzień mógł go odczytać. NKWD chciało pokazać, że wie o wszystkim i był to chwyt obliczony na załamanie ppłk.Kulikowskiego. Ppłk. dyplomowany Julian Kulikowski został skazany 15 lat katorgi w Workucie”

„Aresztowany szef BIP Antoni Kokociński też widział ten spis podczas przesłuchania. Był pisany charakterem pisma Krzeszowskiego dobrze znanym Kokocińskiemu. Gdy na pytanie generała NKWD Kokociński zaprzeczył, że był szefem BIP, wtedy po chwili wszedł do gabinetu Krzeszowski i potwierdził generałowi NKWD, że Kokociński to organizator i szef BIP. To była zdrada. Krzeszowski dobrze wiedział co czeka tych, których zdradził. Krzeszowski zwrócił się cynicznie do Kokocińskiego: „Panie Antoni, trzeba wszystko szczerze wyjaśnić, trzeba, żeby pan powiedział wszystko co pan wie o organizacji”. Antoni Kokociński został skazany na 15 lat katorgi w Workucie.
Ppłk. Lubosław Krzeszowski ps.”Ludwik”, gdy już nie był potrzebny NKWD opuścił w 1947 roku Wilno zapisał się do PZPR i wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego
. Otrzymał awans na pułkownika”.

Ppłk. Krzeszowski tak się pewnie czuł wśród swoich nowych przyjaciół z NKWD, że nawet nie próbował ukrywać, że przeszedł na „drugą stronę”. Zdrajcy zazwyczaj chcą być anonimowi, a on zgodził się na konfrontację z Kokocińskim. Był pewien, że Kokociński nie przeżyje pobytu w więzieniu NKWD. Stało się inaczej.

A jeszcze w kwietniu 1944 roku Komenda Główna AK mianowała ppłk.”Ludwika” Krzeszowskiego dowódcą tajnej organizacji NIE na Wileńszczyżnie na wypadek okupacji sowieckiej. Miał pozostać zakonspirowany przed władzami sowieckimi i być gotowym do zastąpienia „Wilka” w wypadku jego aresztowania. A on zamiast się zakonspirować, wszędzie pokazywał się publicznie. Krzeszowski nie jest jedynym przykładem penetracji wileńskiego podziemia przez wywiad sowiecki.

Współpraca ppłk. Krzeszowskiego ps.”Ludwik” z sowieckim wywiadem.

Kiedy ppłk. Krzeszowski ps. Ludwik” zaczął współpracę z Sowietami ? Odpowiedż otrzymujemy w książce Jana Nagrabieckego – „Idąc na hasło”, Oficyna Wydawnicza „Pokolenie”, Warszawa 1989. Autor cytuje w swojej książce tekst z „Wojskowego Przeglądu Historycznego”. W PRL ten kwartalnik podlegał najwyższym władzom wojskowym.

„Wojskowy Przegląd Historyczny” nr.3 z 1973 roku podaje na stronie 513, że mjr. „Ludwik, czyli Lubosław Krzeszowski w latach 1940 i 1941 współpracował z wywiadem radzieckim, kontaktując się z Tadeuszem Malińskim, wywiadowcą brygady A.P Miedwiediewa, działającej w okolicach Dokszyc. Po operacji AK oznaczonej kryptonimem „Ostra Brama” gen. „Wilk” został aresztowany z „Ludwikiem” i wywieziony do więzienia w Diagilewie(ZSRR). „Ludwik” zaś jest zwolniony i przy pomocy NKWD przemieszczony do Polski. Po wojnie służył w Ludowym Wojsku Polskim w stopniu pułkownika, natomiast radziecki wywiadowca Tadeusz Maliński pracował w organach bezpieczeństwa Polski Ludowej”.

Ciekawe, jaki wpływ na decyzje i rozkazy ppłk. Krzyżanowskiego „Wilk” miał jego zastępca ppłk. Krzeszowski „Ludwik” ?

Surkonty 1944 – Polskie Termopile.

Surkonty to polska wieś na skraju Puszczy Ruskiej (Grodzieńskiej) w okolicach Radunia na Nowogródczyżnie. Dziesiątki gospodarstw dość znacznie od siebie oddalonych. Komendant Okręgu Nowogródzkiego AK ppłk. dyplomowany Maciej Kalenkiewicz ps.”Kotwicz” wraz ze swoim oddziałem został zaatakowany przez grupę operacyjną NKWD.

Był poniedziałek 21 sierpnia 1944 roku. Piękny, pogodny letni dzień. To była pierwsza bitwa, jaka rozegrała się na ziemiach polskich między Armią Czerwoną, a regularnym oddziałem AK. Surkonty były otoczone z trzech stron bagnami przez które nie było łatwo przejść. Czwarta strona to równina otwarta w kierunku Radunia.

Pełny sowiecki batalion zaatakował około godz. 14. Dowieziono ich na 30 ciężarówkach. Stosunek sił 10:1 na niekorzyść Polaków. Prawego skrzydła bronił rkm. Kalecińskiego-syna nauczyciela z Lidy. Tu byli ppłk. Kalenkiewicz ps.”Kotwicz”, cichociemny rtm. Jan Skrochowski ps.”Ostroga” i pchor. Henryk Nikicicz ps.”Orwid”. Lewego pilnowali kpt. Bolesław Wasilewski ps.”Bustromiak”, cichociemny kpt. Franciszek Cieplik ps.”Hatrak” i por.”Jary”.

Ppłk. dyplomowany Maciej Kalenkiewicz ps.”Kotwicz”, zastępca „Hubala”, cichociemny, komendant Okręgu Nowogródzkiego AK. Zginął 21 sierpnia 1944 roku w Surkontach w bitwie z sowieckim NKWD.

Rozpiętość frontu wynosiła około pół kilometra. Oddział AK liczył łącznie 72 osoby, w tym 4 kobiety. Po godzinie strzelanina ustała. Straty AK były wtedy minimalne: kilku rannych. Na polu walki zostało ponad 30 zabitych żołnierzy sowieckich. Ppłk. „Kotwicz” z pistoletem w lewym ręku zwołał naradę. Kpt. „Bustromiak” wypowiedział się za szybkim wycofaniem. „Kotwicz” też- ale póżniej, argumentując, że wieczorem będzie można zabrać rannych. I to był błąd. Ludność miejscowa ostrzegała „Kotwicza”, że Sowieci wysłali samochody po posiłki do Radunia. Była godzina 15. Miał ponad godzinę na zmianę miejsca postoju, czyli po prostu wycofać się przez bagna. Nie wykorzystał tego.

Przyjechały nowe siły sowieckie z Radunia. Ich przewaga liczebna i ogniowa była gigantyczna. Samoloty z czerwoną gwiazdą zrzucały bomby. Bitwa trwała pięć godzin, strzelanina, pociski zapalające, pożary. Piekło. Poległ ppłk. „Kotwicz” i jego 35 żołnierzy. Po bitwie Sowieci dobijali rannych. Przebijali bagnetami lekko rannych, ciężko rannych, żyjących i nieżyjących żołnierzy AK. Wszystkich. Straty sowieckie wyniosły 132 zabitych. Ocalał kpt.”Bustromiak” wycofując się przez bagna wraz z kilkunastoma partyzantami. Za udział w bitwie został odznaczony Orderem Virtuti Militari.

Ppłk. dyplomowany Maciej Kalenkiewicz ps.”Kotwicz”– zastępca „Hubala”, wybitny oficer sztabowy, cichociemny, komendant Okręgu Nowogródzkiego AK zginął w wieku zaledwie 38 lat. Osierocił żonę i dwie małe córeczki.  Depesza radiowa z Warszawy mianująca „Kotwicza” podpułkownikiem i komendantem Okręgu Nowogródzkiego AK nigdy do niego nie dotarła. W tej samej okolicy, na „Świętym Błocie”, walczył i zginął w Powstaniu Styczniowym 1863 roku Ludwik Narbutt. Tu jest jego grób i pomnik-przynajmniej był do 1944 roku.

Następnego dnia o wschodzie słońca ocalała szyfrantka i kurierka oddziału, warszawianka „Zosia” Zofia Kuprianowicz, wydostała zakopane papiery. Była to kancelaria oddziału „Kotwicza” i szyfry. Zszokowana po wczorajszej bitwie nie pomyślała, że teren jest nadal obstawiony przez NKWD. Szybko wpadła z tymi dokumentami na drodze. Przez jej karygodną lekkomyślność zagrożonych było mnóstwo ludzi. Wielu z nich straciło życie. Ona sama torturowana – nie wydała tajemnic oddziału. Została zakatowana na śmierć w więzieniu w Lidze. Teraz, zgodnie z góry ustaloną procedurą, kpt. Stanisław Sędziak ps.”Warta” objął po śmierci „Kotwicza” funkcję komendanta Okręgu Nowogródzkiego AK. Wysłał do Komendy Głównej depesze informujące o dramacie w Surkontach.

Po odjeżdzie Sowietów, kilka godzin po bitwie, por. Jan Borysewicz ps.”Krysia” i jego oddział ratował co się dało z pobojowiska w Surkontach. M.in. została uratowana radiostacja, którą dostarczono do Wilna. Niewiele to pomogło, bo jak się póżniej okazało telegramy sierpniowe spod Wilna i Nowogródka do Warszawy via Londyn zostały odszyfrowane dopiero w styczniu 1945 roku. Powód opóżnienia mógł być polityczny. Zwolennicy porozumienia ze Związkiem Sowieckim, czyli gen. Stanisław Tatar i ppłk. Utnik dążyli do opóżnienia ujawniania złych wiadomości z Kresów.

Ppor. Czesław Zajączkowski ps.”Ragnar”, „Ragner”.

Ppor. Czesław Zajączkowski ps.”Ragnar”, „Ragner” był postacią niezwykłą i dowódcą IV batalionu nowogródzkiego 77 pp. AK. Jego batalion był najliczniejszym w Okręgu Nowogródzkim: 1600 żołnierzy. „Ragnar”-podporucznik rezerwy łączności-ukończył przed wojną Państwową Wyższą Szkołę Budowy Maszyn i Elektrotechniki w Warszawie i  był urzędnikiem w Lidzie. A więc nie był zawodowym wojskowym, ale okazał się doskonałym organizatorem i dynamicznym dowódcą.

„Ragnar” jeszcze w lutym 1943 roku był szefem łączności Obwodu Lida. Wtedy poprosił komendanta Okręgu Nowogródzkiego ppłk. Szlaskiego ps. „Prawdzic” , „Borsuk” o zezwolenie tworzenia oddziału partyzanckiego, który zgodził się z oporami, a już po kilku miesiącach miał ponad tysiąc żołnierzy. Jego batalion był postrachem dla Niemców i sowieckich band napadających na polskie wsie.

Jedną z atrakcji IV baonu było znane powszechnie wrogie nastawienie dowódcy do bolszewików; to gwarantowało mu popularność. Jako podkomendny był przekorny i nosił się hardo. Operował na południe od Lidy i prowadził bezkompromisową walkę z Niemcami i sowiecką partyzantką oraz podległymi im grupami żydowskimi owianych bandycką sławą braci Bielskich. Czerwoni bali się go jak ognia.

IV batalion nie wziął udziału w operacji „Ostra Brama”, bo jego dowódca ppor.”Ragnar” nigdy nie przebaczył Sowietom pierwszej okupacji 1939-1941 i nie chciał żadnej współpracy z bolszewikami. Na początku lipca po wejściu Sowietów „Ragnar” zniknął i wszelki ślad po nim zaginął. „Odnalazł” się w sierpniu 1944 roku już jako Żołnierz Wyklęty i bronił Polaków przed sowieckimi bandytami z NKWD. 2 września 1944 roku wystosował ultimatum do sowieckich władz wojskowych i cywilnych w mieście Lida, w którym informował, że „w odpowiedzi na nieustanne aresztowania bezbronnej ludności cywilnej i bestialskie zabójstwa żołnierzy Armii Krajowej, zawiadamiam, że oddziały AK odpowiedzą siłą”. I tak się stało.

Ppor. Czesław Zajączkowski ps.”Ragnar”, „Ragner” był postacią niezwykłą i dowódcą IV batalionu nowogródzkiego 77 pp. AK. Jego batalion był najliczniejszym w Okręgu Nowogródzkim: 1600 żołnierzy. Wybitny Żołnierz Wyklęty.

Według dokumentów sowieckich ujawnionych wiele lat po wojnie Sowieci uważali ppor.”Ragnara” i jego żołnierzy za swoich najgrożniejszych przeciwników na całych kresach północno-wschodnich. Określali ich jako „najbardziej aktywną organizację podziemną”. Według danych sowieckich w okresie od sierpnia do grudnia 1944 roku żołnierze ppor.”Ragnara” mieli aż 86 starć zbrojnych z sowieckimi grupami NKWD, wykoleili sześć pociągów sowieckich i wykonali 24 likwidacje czerwonych aktywistów i donosicieli.

Ppor. „Ragnar” broniąc polskiej ludności przed bandytami i zwyrodnialcami z NKWD zyskał sobie szacunek i wieczną pamięć polskich mieszkańców Kresów północno-wschodnich II RP. W 1944 roku został odznaczony Orderem Virtuti Militari.

Ale teren był tak bardzo nasycony sowiecką bezpieką, że długo to nie mogło trwać. 3 grudnia 1944 roku grupa operacyjna wojsk wewnętrzych NKWD w liczbie 1,4 tysiąca funkcjonariuszy i trzech czołgów otoczyła 30-osobowy oddział ppor.”Ragnara”. W trakcie walki zginął komendant Zgrupowania Południe ppor. Czesław Zajączkowski ps.”Ragnar” wraz z czterema podkomendnymi. Poległ w wieku 28 lat wybitny dowódca partyzancki i wielki polski patriota.

Por. Jan Borysewicz ps.”Krysia”.

Zima 1945 roku przyniosła kolejne dotkliwe straty oddziałom AK na Kresach. 21 stycznia poległ pod wsią Kowalki, w walce z obławą NKWD, por. Jan Borysewicz ps.”Krysia”. To jeden z najwybitniejszych oficerów AK i dowódców partyzanckich. Był komendantem II batalionu nowogródzkiego 77pp. AK i miał pod swoją komendą 650 żołnierzy. Kilka tygodni przed śmiercią, w nocy z 6 na 7 grudnia 1944 roku, por.”Krysia” dokonał brawurowego ataku na miasto gminne Ejszyszki. Rozbił areszt i uwolnił ponad 30 polskich więżniów bitych i maltretowanych przez zbrodniarzy z NKWD.

Oddziały Samoobrony Ziemi Wileńskiej.

Czerwony terror szalał na Ziemi Wileńskiej i Nowogródzkiej. Więzienia były pełne Polaków. Tysiące młodych ludzi deportowano w głąb Związku Sowieckiego lub wcielano do Armii Czerwonej. Zdesperowana młodzież zaczęła kryć się po lasach. Komenda Okręgu Wileńskiego utworzyła na jesieni 1944 roku cztery oddziały partyzanckie o nazwie „Oddziały Samoobrony Ziemi Wileńskiej”.

Były to: Oddział „Orlicza” dowodzony przez rotmistrza Władysława Kitowskiego ps. „Orlicz”,”Grom”; Oddział „Tumrego” pod dowództwem por. Witolda Turonka ps.”Tur”, „Tumry” byłego dowódcy 12 Brygady AK; Oddział „Korsarza” na czele z pchor. Janem Lisowskim oraz Oddział „Fakira” z dowódcą ppor. Sergiuszem Zyndram-Kościałkowskim ps.”Fakir”, który poprzednio był w Kedywie oraz w 5 i 1 Brygadzie AK.

„Do oddziałów weszli przede wszystkim ludzie spaleni, poszukiwani przez NKWD, w większości byli żołnierze AK. Oddziały te operowały głównie w Puszczy Nalibockiej. Stan ich wynosił łącznie niewiele ponad tysiąc ludzi. Silne mrozy dochodziły do minus 30 stopni, były problemy z rannymi i chorymi, o rozpalaniu ognisk nie było mowy. Dzień w dzień walki z oddziałami bolszewickimi wyczerpywały siły partyzantów. Żywili się kawałkami zmarzniętego mięsa, odmrażanego we własnych ustach. Zapadnięcie zmroku było dla nich wytchnieniem. Nadszedł krytyczny dzień 9 lutego 1945 roku” (Rotmistrz Władysław Kitowski „Grom”, „Orlicz” w liście do E. Banasikowskiego w 1979 roku).

9 lutego 1945 roku oddziały samoobrony ppor. Turonka „Tura”, „Tumrego” i rtm. Kitowskiego „Groma”,”Orlicza” w liczbie około 180 żołnierzy zostały otoczone przez prawie 2-tysięczny oddział NKWD we wsi Rowiny, koło miasteczka Korelicze, 25 kilometrów na wschód od Nowogródka. W czasie krwawej wielogodzinnej potyczki było mnóstwo zabitych i rannych z obydwu stron. Polskim oddziałom udało się, niemal cudem, wyrwać z sowieckiego pierścienia. Po bitwie Sowieci dobijali rannych żołnierzy AK. Obaj dowódcy, czyli „Tumry” i „Orlicz” zostali ranni, ale zdołali wycofać się i przeżyli. Póżniej wyjechali do centralnej Polski.

Zagłada oddziału ppor. „Fakira” Kościałkowskiego.

W lutym 1945 r. zginął zaskoczony przez obławę NKWD we wsi Raubiszki, na północ od Wilna, ppor. Sergiusz Zyndarm-Kościałkowski ps.”Fakir”. Oddział „Fakira” wycofał się i jeszcze przez dwa tygodnie przeprowadzał akcje przeciw sowieckim zbrodniarzom. Pod koniec lutego 1945 r. przybył do miejscowości Ławże (pomiędzy Turgielami a Oszmianą), gdzie się zakwaterował. Dowództwo oddziału nieświadome niebezpieczeństwa weszło w kontakt z oddziałem tzw. własowców o pozorowanym antysowieckim charakterze – w rzeczywistości był to oddział NKWD pod dowództwem mjr. Wiktorowa, przysłany specjalnie z Moskwy do zwalczania polskiego podziemia na tym terenie.

Podczas rozmów w miejscowości Łukszany koło Oszmiany 23 lutego 1945 r. dowództwo oddziału „Fakira” zostało podstępnie rozbrojone i aresztowane. Po rozbrojeniu dowództwa oddział NKWD uderzył późnym wieczorem tego dnia na wieś Ławże, zabijając stawiających opór żołnierzy AK oraz całą ludność cywilną tej wsi. Ogółem zginęło 52 żołnierzy AK z oddziału „Fakira” oraz 27 cywilów, w tym kobiety i dzieci. Sowieci tradycyjnie już dobijali rannych polskich żołnierzy AK. Oddział „Fakira” przestał istnieć na Wileńszczyźnie.

Czerwony terror i samoobrona Polaków.

Sowieci tworzyli w terenie „istriebitielnyje otriady” złożone z miejscowych szumowin i zdrajców, a ich zadaniem było wspomaganie regularnych oddziałów NKWD. Penetrowały one teren, przetrząsając wioski i osiedla, by rozprawić się krwawo z „buntowszczikami”, którzy przeciwstawiają się nowej komunistycznej władzy. Bili, torturowali, gwałcili i zabijali. Zdrajców i czerwonych szpiclów ludność rozpoznawała i likwidowała. Lokalne grupy samoobrony napadały pod osłoną nocy na „sielsowiety” i placówki milicji, rozpędzając je, a czasem likwidując.

Komendanci Okręgu Wileńskiego AK w 1945 roku.

Sowiecki terror nie ominął także siatki konspiracyjnej. 8 stycznia 1945 r. aresztowany został ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”. Nowym Komendantem Okręgu Wileńskiego AK został niejako automatycznie dotychczasowy szef sztabu mjr Stanisław Heilman „Wileńczyk”. W marcu, podczas kolejnej fali represji, także on wpadł w ręce NKWD.

Jego miejsce pod koniec marca 1945 roku zajął ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”. Był, jak się póżniej okazało, ostatnim komendantem Okręgu Wileńskiego AK. Funkcję Komendanta Okręgu sprawował do czerwca 1948 r. Olechnowicz rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę ewakuację do centralnej Polski struktur konspiracyjnych obu Okręgów: Wileńskiego i Nowogródzkiego.

Ppłk. Olechnowicz nie podporządkował się władzom poakowskiego zrzeszenia WiN i nie uznał zwierzchnictwa płk. Jana Rzepeckiego jako komendanta  WiN-u. Prowadził samodzielną działalność konspiracyjną w porozumieniu z władzami w Londynie.   Dzięki temu przedłużył swoją działalność antykomunistyczną o kilka lat, bo ppłk. Rzepecki po aresztowaniu przez komunistyczną bezpiekę na jesieni 1945 roku zaczął „sypać” i wydawać ludzi WiN w ręce komunistów. Współpraca Rzepeckiego z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego była szokiem dla ludzi konspiracji.

Jesienią 1945 r. ppłk. Olechnowicz „Pohorecki” przeniósł się do Gdyni, skąd kierował odtwarzanymi strukturami Okręgu Wileńskiego AK pod nazwą „Ośrodek Mobilizacyjny Wileńskiego Okręgu AK” w Gdańsku.  W 1946 r. pod rozkazy Olechnowicza oddał się m.in. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” i jego 5 Brygada.

Komendanci Okręgu Nowogródzkiego AK w 1945 roku.

Od stycznia 1945 r. p.o. Komendantem Okręgu Nowogródzkiego AK był por. Jan Skorb ps.”Boryna”. Natomiast od marca 1945 roku p.o. Komendantem Okręgu Nowogródzkiego AK został por. Ludwik Nienartowicz ps.„Miedzianka”, „Mazepa”. Aresztowany przez NKGB 15 sierpnia 1945 r. Wówczas struktura akowska na tych terenach w zasadzie przestała istnieć. Zostały oddziały partyzanckie, które nie zamierzały opuścić Wileńszczyzny czy Nowogródczyzny. To byli najniezłomniejsi z Niezłomnych żołnierze AK na Kresach, którzy postanowili bronić miejscową ludność przed sowieckim terrorem.

BIP i Antoni Snarski ps.”Solny”.

Szefem Biura Informacji i Propagandy AK był Antoni Snarski ps.”Solny”, który zastąpił aresztowanego Antoniego Kokocińskiego. Wydawał podziemne gazetki „Niepodległość”, „Polski Tygodnik Radiowy”, „Wiadomości Polskie” oraz „Na Zew Ziemi Ojczystej”. Wiosną 1945 roku Snarski ewakuował się do Polski centralnej i uniknął tragicznego losu wielu swoich kolegów z konspiracji.

Ppor. Anatol Radziwonik ps.”Olech”.

W sierpniu 1945 roku po aresztowaniu ostatniego komendanta nowogródzkiej AK por. Ludwika Nienartowicza ps.”Mazepa”, „Miedzianka”, najsilniejszym ośrodkiem zbrojnego oporu na Kresach stała się ziemia lidzka. Ppor. Anatol Radziwonik ps.”Olech” – nauczyciel z miejscowości Iszczołniany został komendantem konspiracyjnej struktury Lida-Szczuczyn. Dowodzenie oddziałem przejął latem 1945 r., kiedy poległ dotychczasowy dowódca Jan Urbanowicz „Laluś”.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech” to postać prawdziwie pomnikowa. Ten nauczyciel, oficer rezerwy WP pochodzący z rodziny prawosławnej, okazał się wybitnym polskim patriotą i dowódcą partyzanckim. W latach okupacji niemieckiej dowodził placówką konspiracyjną AK, a następnie plutonem w 2 kompanii VII batalionu 77 pp AK por. cichociemnego Jana Piwnika „Ponurego”.

Dobrowolnie podjął decyzję o pozostaniu na Kresach i dalszej walce z Sowietami. W listopadzie 1945 roku powiedział jednemu z żołnierzy ewakuującemu się na zachód: „Dopóki choć jeden żołnierz zostanie ze mną na tej ziemi, ja tu zostanę”. W latach 1945-1949 dowodził największą polską strukturą poakowską na Ziemi Nowogródzkiej, tj. połączonym Obwodem Szczuczyn-Lida. Pod jego rozkazami działały i walczyły setki polskich konspiratorów i partyzantów. Bronił ludność przed terrorem NKWD i bezprawiem sowieckiej administracji okupacyjnej zaganiającej ludzi do kołchozów, zwalczał donosicieli i agentów NKWD.

Ppor. Anatol Radziwonik ps.”Olech”. Dowódca oddziału partyzanckiego i siatki konspiracyjnej na Nowogródczyżnie(ziemia lidzka) w latach 1945-1949. Wybitny Żołnierz Wyklęty.

Ppor. Radziwonik „Olech” był grożnym przeciwnikiem Sowietów. Jego ludzie celnie uderzali w lokalny aparat represji. Likwidowano posterunki milicji i komunistycznych aktywistów znęcających się nad miejscową ludnością. „Olech” zorganizował własną siatkę w bolszewickich urzędach i milicji. Stałą partyzancką bazę miał w Puszczy Grodzieńskiej. Aktywność „Olechowców” na tym trudnym terenie była imponująca. Według dokumentów sowieckich do czerwca 1946 roku przeprowadzili 115 akcji zbrojnych. Koniec nastąpił 12 maja 1949 roku. Oddziały sowieckie otoczyły oddział „Olecha” aż poczwórnym pierścieniem obławy pod Rokowszczyzną koło Wasiliszek (powiat Szczuczyn). Zginął komendant „Olech” i jego wspaniali żołnierze.

Koniec Delegatury Rządu.

Delegat Rządu na Okręg Wileński dr. Zygmunta Fedorowicza ps.”Albin” został aresztowany 30 sierpnia 1944 roku. Zrobił szkolny błąd, ponieważ pojechał do Landwarowa odwiedzić żonę i córkę. Tam już czekało na niego NKWD. Sowiecka bezpieka wiedział bardzo dużo o „Albinie” i całej Delegaturze, bo miała mnóstwo polskich szpicli. „Albina” skazano na 10 lat łagrów.

We wrześniu wpadła w sidła NKWD Janina Imiela-Nowicka (Imielowa), która prowadziła kancelarię i archiwum Delegatury. Wpadło wraz z nią całe archiwum, a więc także informacje personalne , a to oznaczało dalsze aresztowania. „Kancelarię Delegatury i archiwum prowadziła pani Imielowa. Nie stanęła na wysokości zadania, nie postarała się ani o ukrycie, ani-w razie potrzeby- zniszczenie archiwum i wszystkie cenne materiały wpadły w ręce sowieckie.” (Fedorowicz Zygmunt-„Trzydzieści lat mego pobytu w Wilnie 1914-1944”, Warszawa 1957).

Po aresztowanym „Albinie” Fedorowiczu funkcję Delegata Rządu w listopadzie 1944 roku objął dr. Jerzy Dobrzański ps.”Irwid”. Działał w ekstremalnie trudnych warunkach ponad pół roku. Aresztowano go w czerwcu 1945 roku. Niespodziewanie napisał z więzienia list nakłaniający pozostałe kierownictwo Delegatury do ujawnienia się. W Wilnie znany był fakt, że NKWD aresztowało jako zakładników jego żonę i córkę z maleńkim dzieckiem i to „złamało” Dobrzańskiego.

Nie wiadomo, ilu pracowników Delegatury usłuchało wezwania swojego szefa i zgłosiło się dobrowolnie do NKWD. Jedno jest pewne, że ci co się ujawnili, trafili do więzienia. „Irwid”(Dobrzański) bardzo bolał, że uwierzywszy w sowieckie obietnice spowodował dalsze liczne aresztowania”. ( Popławski Adolf-„12 lat katorgi”, Warszawa 1988). Jerzy Dobrzański ps.”Irwid” został skazany na 20 lat katorgi, ale po 11 latach powrócił do Polski.

Komórka Legalizacyjna AK i Romuald Warakomski „Hilary”.

Wileńska Komórka Legalizacyjna AK (kryptonim „Kużnia”), która produkowała fałszywe dokumenty, pracowała wspaniale pod okupacją niemiecką i sowiecką. W tej komórce nie było żadnych aresztowań przez cały czas istnienia konspiracji. Romuald Warakomski ps.”Hilary” był ostatnim szefem Komórki Legalizacyjnej Sztabu Okręgu Wileńskiego AK. Pracował w niej od początku do końca, czyli od 1939 do sierpnia 1945 roku. Uratował tysiące ludzi przed śmiercią, więzieniem i zsyłką na Sybir. To wielka i legendarna postać Polskiego Państwa Podziemnego.

Romuald Warakomski w latach 1933-1939 studiował malarstwo na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie. Wraz z młodszym bratem Michałem Warakomskim ps.”Piotr” wstąpił w szeregi Armii Krajowej na jesieni 1939 roku. Miał wtedy 31 lat. Obaj pracowali w Komórce Legalizacyjnej Sztabu Okręgu Wileńskiego AK o kryptonimie „Kużnia”, która sporządzała fałszywe dokumenty. Okazali się dla podziemia niezwykle cennym nabytkiem.

Romuald Warakomski ps.”Hilary” był szefem Komórki Legalizacyjnej Sztabu Okręgu Wileńskiego AK. Pracował w niej od 1939 do sierpnia 1945 roku. Uratował tysiące ludzi przed śmiercią, więzieniem i zsyłką na Sybir. To wielka i legendarna postać Polskiego Państwa Podziemnego.


Od października 1939 do 10 sierpnia 1945 roku wileńska Komórka Legalizacyjna wydała aż 85 tysięcy fałszywych dokumentów. Kilka tysięcy z nich wykonał własnoręcznie Romuald Warakomski ps.”Hilary”. Wyrabiał fałszywe dokumenty chroniąc życie tysięcy Polaków z wileńskiej konspiracji oraz zagrożonej ludności cywilnej. Ostatnimi, którym pomógł, byli żołnierze oddziału legendarnego „Łupaszki”.

Wileńska Komórka Legalizacyjna AK („Kużnia”) 1939-1945. Romuald Warakomski ps. „Hilary” przy wykreślaniu pieczęci. Z tyłu Zdzisław Pleskaczewski przy retuszu kliszy.

Po rozwiązaniu „Kuźni” Romuald Warakomski przedostał się do Warszawy i w latach 1945-1947 kontynuował tam działalność konspiracyjną. Produkował ze swoimi ludżmi tysiące potrzebnych dokumentów (karty ewakuacyjne, metryki urodzenia, zaświadczenia wojskowe). W skład zespołu wchodziły przede wszystkim dwie osoby: ppor. Michał Warakomski „Piotr” i Janina Kruk „Laryssa”. W marcu 1947 roku uzyskał od władz podziemia poakowskiego zwolnienie z dotychczasowej działalności i przeszedł do życia cywilnego. Jego brat Michał Warakomski wyjechał na Zachód do korpusu generała Andersa.

W kwietniu 1947 roku Romuald zgłosił się do nowicjatu w Czernej pod Krakowem z prośbą o przyjęcie do zakonu karmelitów bosych. Do nowicjatu w Czernej zgłosił się pod zmienionym nazwiskiem – jako Roman Wojnicz. W czerwcu 1947 otrzymał habit zakonny i imię: Marian od Najświętszego Serca Jezusa. Profesję zakonną złożył 18 czerwca 1948 r. Studia filozoficzno-teologiczne ukończył w Krakowie i w dniu 28 czerwca 1953 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1954-57 spełniał obowiązki mistrza nowicjatu.

Nie ustała jednak obserwacja komunistycznej bezpieki SB. Dalej kontrolowano jego korespondencję, podsłuchiwano rozmowy telefoniczne, zbierano materiały od tajnych współpracowników. Był jednak tylko jedną z wielu ofiar systemu komunistycznego. Samo rozpracowanie środowiska wileńskiego trwało bowiem do 1989 r. i obejmowało co najmniej kilka tysięcy osób. Legenda Kresów Romuald Warakomski zmarł 20 czerwca 1986 r. Spoczął na zakonnym cmentarzu w Czernej jako o. Marian. Napisał pamiętnik z lat wileńskiej konspiracji.

Ostatni Niezłomni na Kresach.

Ostatni żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego na Kresach walczyli z sowieckim okupantem jeszcze w latach 50. Silne ośrodki podziemia poakowskiego były na Grodzieńszczyżnie. Kierował nimi ppor. Mieczysław Niedziński ps.”Men”. Jeden z ostatnich Żołnierzy Wyklętych zginął w walce z Sowietami we wrześniu 1955 roku.

J. Hryniewicz ps.„Bogdan” był postrachem donosicieli i funkcjonariuszy sowieckich. Do lipca 1944 r. służył w IV batalionie Czesława Zajączkowskiego „Ragnera”. Potem, aresztowany przez NKWD, zdołał uciec i rozpoczął samodzielną działalność zbrojną, trwającą do 1953 r. Ludność opowiadała legendy o jego wyczynach, takich jak np. wystrzelanie oddziału NKWD pod Berdówką czy likwidacje dyrektorów kołchozów i milicjantów. W czasach zupełnego bezprawia sowieckiego przypominał funkcjonariuszom sowieckim, że ci którzy są najbardziej brutalni wobec ludności, mogą się spotkać z wymierzeniem im sprawiedliwości przy pomocy partyzanckiej kuli.

Zdradzeni.

O ile byli wtedy na Zachodzie jacyś politycy i generałowie, też zresztą nieliczni, których interesował los walczącej Warszawy, o tyle los Polaków na Kresach Wschodnich i los żołnierzy wileńskich brygad i nowogródzkich batalionów AK nikogo tam nie obchodził. Zdradzeni, samotni i zapomniani płacili okrutną cenę za swą wierność Polsce.

Wileńszczyznę i Nowogródczyznę opuściło niemal 300 tysięcy Polaków. Osiedlali się w różnych miejscowościach Polski Centralnej i Zachodniej. Tworzyli duże skupiska w Łodzi, Toruniu, Gdańsku, Olsztynie, Wrocławiu, Szczecinie. Nigdy nie przestali tęsknić za utraconymi Kresami. To i tak byli ci szczęśliwcy, bo dziesiątki tysięcy pojechało bydlęcymi wagonami daleko na wschód. Wielu z nich już nie wróciło…

Literatura.

Jan Erdman-„Droga do Ostrej Bramy”, Odnowa, Londyn 1984; Edmund Banasikowski-„Na zew Ziemi Wileńskiej”, Editions Spotkania, Paryż 1988; Wincenty Borodziewicz-„Szósta Wileńska Brygada AK”, Bellona, Warszawa 1992; Z.S Siemaszko-„Rozmowy z kapitanem Szabunią”, Zeszyty Historyczne-Zeszyt Dwudziesty Piąty, Instytut Literacki, Paryż 1973; Longin Tomaszewski-„Kronika Wileńska 1941-1945”, Oficyna Wydawnicza POMOST, Warszawa 1992; Janusz Prawdzic-Szlaski-„Nowogródczyzna w walce 1940-1945”, Londyn 1976; Zygmunt Szczęsny Brzozowski-„Litwa-Wilno 1910-1945”, Spotkania, Paryż 1987; Stanisław Sędziak-„Działalność Nowogródzkiego Okręgu Armii Krajowej”, maszynopis z 1962 roku opublikowany w książce: Eugeniusz Wawrzyniak-„Ze wspomnień żołnierzy AK Okręgu Nowogródek”, Warszawa 1988.

Dr. Kazimierz Krajewski – wybitny znawca Nowogródczyzny.

Dr. Kazimierz Krajewski – polski historyk i pracownik naukowy IPN w Warszawie- to wybitny znawca Okręgu Nowogródzkiego AK i Ziemi Nowogródzkiej. Autor wielu znakomitych prac naukowych, książek i artykułów, które dotyczą głównie polskiego podziemia niepodległościowego. Doktor nauk humanistycznych, prezes Nowogródzkiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK, laureat wielu nagród historycznych.

Zainteresowanych tematem zachęcam do przeczytania książek dr. Krajewskiego takich jak: Na ziemi nowogródzkiej. „NÓW” – Nowogródzki Okręg Armii Krajowej, Warszawa: PAX, 1997; Jan Borysewicz „Mściciel” „Krysia” 1913-1945, Warszawa: Rytm, 2014; Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939–1945, Warszawa: Wyd. Literackie, 2015; „Łupaszka” „Młot” „Huzar”. Działalności 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK 1944-1952, Warszawa: Volumen, 2002; Wyklęci 1944–1963. Żołnierze podziemia niepodległościowego w latach 1944–1963, Warszawa: IPN, 2017.

© (MARB)

2 thoughts on “Wilno i Nowogródek w sowieckiej matni 1944/45.

  1. I was extremely pleased to discover this page. I want to to thank you for ones time due to this wonderful read!! I definitely appreciated every part of it and I have you bookmarked to look at new information on your web site.

  2. Wilk był skrajnie naiwnym człowiekiem. Ufał bolszewikom. Już w więzieniu prowadził z nimi rozmowy o ujawnianiu się ludzi podziemia.

Comments are closed.